O tym, że będziecie fotografami na moim ślubie, wiedziałam jeszcze zanim poznałam swojego męża.

Kochani,

Kiedy pisze się od serca, najtrudniej jest zacząć, bo łzy napływają do oczu już przy kliknięciu „Utwórz nową wiadomość”. Zanim napiszę pierwsze zdanie faktycznych podziękowań zdążę pewnie zalać łzami pół biurka, bo już są gdzieś na etapie brody… ;) Najważniejsze jednak, że to łzy z radości, wzruszenia i tęsknoty za pięknym dniem, który najchętniej powtórzylibyśmy jak najszybciej, między innymi dzięki Waszej obecności.

O tym, że będziecie fotografami na moim ślubie, wiedziałam jeszcze zanim poznałam swojego męża. Zanim mi się oświadczył, został postawiony przed faktem dokonanym, że termin ślubu będziemy wybierać pod Was ;) Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że trafimy na ludzi, którzy tak bardzo będą nam przypominać nas samych. Kierowały mną natomiast dwa przeczucia, a miniona sobota udowodniła mi w 100%, że były to przeczucia jak najbardziej słuszne.

Po pierwsze, absolutna pewność i bezgraniczne zaufanie, że jesteście świetnymi fotografami, czujnymi reportażystami, którym doskonale opanowany warsztat pozwala zrobić kawał dobrej roboty w każdych warunkach. Nie sztuką jest zrobić świetne zdjęcia na ceremonii plenerowej w surowym krajobrazie Islandii, przepięknej Toskanii czy słonecznej Barcelonie, kiedy otoczenie „robi” całą fotę. Sztuką jest skupić się na emocjach, gestach i „decydujących momentach” fotografując w małym, przeciętnym mieszkanku czy oklepanym Pałacu Ślubów. Właśnie dlatego, jeszcze zanim zobaczę jakikolwiek kadr z tego dnia, wiem, że zrobiliście to dobrze.

Po drugie, nie trzeba Was poznać osobiście, aby wyczuć, że jesteście osobami, którymi powinno się otaczać w tak ważnym dla siebie dniu. Nieskończone pokłady ciepła, uśmiechu i dobrej energii, którymi obdarzacie ludzi powodują, że czeka się na Wasz przyjazd jak na wizytę przyjaciół i zupełnie nie odczuwa się Waszej obecności (w negatywnym tych słów znaczeniu). Przy Was nie ma mowy o stresie czy skrępowaniu, o czym najlepiej świadczą dwie rzeczy – liczba gości, którzy pytali nas o to, skąd i jak długo Was znamy ;) oraz fakt, że mój absolutnie-unikający-zdjęć-lub-robiący-zawsze-głupie-miny mąż w ogóle nie zwracał uwagi na fakt, że był na celowniku obiektywów przez niemal 10 godzin… a nawet jeśli chwilami sobie to uświadamiał, to świadomość ta absolutnie mu nie przeszkadzała. Aż sam był w szoku ;)

Dziękujemy Wam za każde ciepłe słowo, każdą wiadomość jeszcze przed dniem ślubu i każdy żart, dzięki którym łatwiej było opanować zdenerwowanie. Powierzenie Wam udokumentowania naszego dnia było jedną z najlepszych decyzji, jakie mogliśmy podjąć. Z niecierpliwością czekamy na rezultaty… choć tak, jak obiecałam, nie będę Was nękać i poganiać! Mamy nadzieję, że z naszej strony zapewniliśmy Wam takie warunki, jakich potrzebują i jakie doceniają fotografowie ślubni i że chociaż w niewielkim stopniu zapamiętacie nas i ten dzień tak miło, jak my.

Już za Wami tęsknimy!